Skip to content

Taki mamy klimat…

Jak ja uwielbiam tą pogodę w Polsce!!

miała być piękna wiosna, a jest, chyba można spokojnie to powiedzieć, bardzo długa zima.

Przez ostatnie 4 tygodnie jeszcze mnie to jakoś nie drażniło. Co prawda ostatnie wyścigi w Bardo oraz Zdzieszowicach przejechane w dość błotnistych warunkach nie były najprzyjemniejsze, ale ze względu na dobre wyniki, nie ruszało mnie to za bardzo. Nawet nie denerwowało mnie to, że ubrania nadawały się raczej do wyrzucenia niż do prania, ponieważ cały czas sobie myślałem: spokojnie mamy kwiecień w maju, kiedy zacznie się sezon na poważnie, będzie już cieplutko i przyjemnie… a praca, którą teraz wykonałem, może nie będzie się liczyła podwójnie ze względu na warunki, ale na pewno zaprocentuje, więc nie narzekam…

i co?

Praktycznie mamy majówkę, a ja siedzę w domu z lekkim przeziębieniem i bije się z myślami czy iść na trening, czy nie – oczywiście na trening do garażu, pokręcić  na trenażerze, bo nic innego nie wchodzi w rachubę.

Powiem szczerze, że zaczyna mnie to irytować. Za tydzień wyścig i to już ten powiedzmy poważny, który zapisałem w kalendarzu jako start typu A. Na szczęście nauczyłem się już , że lepiej odpuścić jeden czy dwa treningi, jeśli nie czuje się za dobrze. Aczkolwiek jeszcze rok temu podobnie jak większość poszedł bym kręcić i to na 100% zgodnie z planem.

Jeden dzień leżenia, a nawet jak będzie trzeba kilka dni niczego nie zmieni, jeśli chodzi o mój poziom wytrenowania, a wykonanie treningu – na siłę, bo grafik, bo to tydzień przed zawodami, itp – może spowodować, że nie wyleczę się jeszcze długo i o dobrym wyniku mogę zapomnieć.

Pewnie dla większości to jest problem i dla mnie też zawsze był – każdy nie zrobiony trening wg. planu to już dramat i pretensje do siebie, ale uwierzcie to nie jest dobre podejście i jest najprostszą drogą do przetrenowania. Ja już z tego chyba wrosłem i bardzo się z tego ciesze. Paru mądrych ludzi, których poznałem na swojej drodze sportowej przekonało mnie, że mimo tej całej dostępnej elektroniki, i tak  najważniejsze jest słuchanie własnego uranizmu – jeśli coś cię boli to nie przypadek, organizm po prostu wysyła sygnał, że che odpocząć. Z przeziębieniem jest dokładnie tak samo, to jest lampka ostrzegawcza i powód do odpoczynku, a nie do udawania herosa i trenowania ponad własne siły.

Nie zmienia to jednak mojego nastawiania jeśli chodzi o zbliżający się wyścig etapowy w Dukli. Nie widzi mi się jazda 3 dni w górach po błocie i codziennie marzniecie przed startem. powiem jedno jeszcze taki jeden tydzień i to pierdziele… wracam do Hiszpanii…

Published inBez kategorii

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *