Skip to content

Niewidzialne Granice…

Przymusowe 4 tygodnie przerwy skłania mnie jak zwykle do małych refleksji na tematy nie tylko związane ze sportem ale i  życiem, życiem sportowca oczywiście!

„Różnica między narkotykami

a sportem polega na tym,

że po całym dniu narkotyzowania się czujesz się nędznie,

a po każdych dobrych zawodach czy po ciężkim treningu czujesz się bogiem.”

To tekst z książki, która całkiem niedawno wpadła mi w ręce i musze przyznać, że czytając widzę tam odbicie własnej osoby. Czytając jestem w stanie zauważyć dużo rzeczy, z którymi czuje się dobrze, chodź dla społeczeństwa nie są one „normalne”.  Całe swoje życie podporządkowuje swojej pasji. Nie potrafię i jednocześnie nawet nie próbuje odnaleźć się w społeczeństwie. Jestem bardzo świadomym egoistą i przyznaje ze pasja jest moim nałogiem. Gdy wszystko się układa i działam wg grafiku ciężko to w ogóle zauważyć. Ale chyba warto czasami popatrzeć na woje życie z dystansem. Szkoda ze najczęściej robimy to wtedy kiedy dzieje się coś złego, kiedy nie zależnie od nas musimy naprawdę zwolnić i zrobić sobie przerwę od wszystkiego.

Wiele osób pyta mnie gdzie jest granica. Co chce osiągnąć i czy jak już to osiągnę spocznę na laurach i będę zadowolony ze swoich sukcesów??

Hmm czy istnieje jakaś  granica..

Myślę, że Nie.

Nawet jak wydaje nam się, że pewne rzeczy nas ograniczają to przychodzi moment kiedy dochodzimy do pewnego punku, osiągamy to co założyliśmy i granica zostaje przesunięta i tak przez całe życie. Oczywiście dotyczy to tylko osób ambitnych, resztą osób jeśli nie marzy, jest martwa, więc nie biorę ich pod uwagę.

Czy granicą może być zdrowie i życie, które dla większości ludzi jest najcenniejsze?? Dobrze wiecie że nie.  Większość sportowców również i  ja ryzykuje na pewno zdrowie a  i czasami życie.  W imię czego zapytacie?? pieniędzy, sławy??  Nic z tych rzeczy!!

Nie jestem  stanie tego wytłumaczyć słowami, ale każdy kto kiedykolwiek uprawiał jakiś sport ekstremalny to dokładnie wie o co chodzi. Każdy trening i każde zawody to balansowanie na krawędzi. Ale chyba właśnie dlatego to robimy. Właśnie to daje tyle szczęścia i radości, daje poczucie prawdziwej wolności.  Niestety żeby cały czas czuć się wolnym i spełnionym robi coraz więcej, poświęcamy coraz więcej i ryzykujemy coraz więcej. Nie jest to najlepsza dogra, najczęściej prowadzi ona do destrukcji.  Ale tak jak w każdym nałogu niestety bywa, osoba uzależniona nie jest w stanie tego sama zauważyć.

Co wynika z tych moim rozmyślań? Chyba niewiele…  wiedząc to wszystko i tak dalej będę gonił za marzeniami nie zastanawiając się co będzie za 10 lat.

Rozmawiam czasami z byłymi sportowcami. Wszyscy mówią jednym głosem, że w życiu ważny jest balans, nie można z niczym przesądzać bo to źle się kończy…

tylko żeby to było takie proste…

Każdy z tych sportowcu zauważył to dopiero wtedy kiedy już było za późno…  i wszelkie granice zostały już dawno przekroczone. Także chyba i mnie czeka wymądrzanie się na starość, kiedy zrozumie co jest ważne.

Aktualnie cierpliwie czekam i jak tylko będę mógł wracam do ścigania i to na 110%.

p.s. polecam książkę Kilian Jornet – Niewidzialne Granice

Published inBez kategorii

One Comment

  1. Paweł Paweł

    Sebuś, wrócisz jeszcze mocniejszy! Dobry tekst. Nie ma czegoś takiego jak stabilizacja, work/life balance itp. Albo robimy to, czego pragniemy, albo marnujemy swoje życie i oszukujemy samych siebie. Zdrowia 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *