Skip to content

Dorosłe dziecko…

Ostatnie 2 tygodnie spędziłem na obozie sportowym w Piwnicznej-Zdrój z „moimi” dziećmi. Pisze „moimi”, ponieważ z większością dzieciaków byłem na tym samym obozie rok temu.

Kurczę, może nie powinienem pisać „dzieciaków”, bo ktoś się obrazi… osoby na obozie były w wieku 13-16 lat więc dla nich, to już może być obraza nazwanie kogoś dzieciakiem. A dla mnie wręcz odwrotnie, określanie „dzieciak” nie kojarzy mi się z niczym złym, raczej jest to komplement. Słowo „dziecko” kojarzy mi się z radością, ambicją, dużą chęcią do pracy, zabawą, rozwojem i… mógłbym tak długo wymieniać.

Czy to są cechy, których mamy wstydzić jako dorośli?

Dzisiaj wróciłem do „świata dorosłych” i jakoś nie mogę się odnaleźć. Nikt się nie uśmiecha, nikt nie zachwyca się ładną pogodą, każdy gdzieś pędzi, choć sam pewnie nie wie dlaczego i po co…

Nie wiem czemu z biegiem lat tracimy te wszystkie wspaniałe cechy dziecka. Nie potrafimy się cieszyć z małych rzeczy, wstydzimy się bawić i robić „głupoty” – bo przecież nie wypada… wpadamy w rutynę i tracimy ambicję. Dlaczego tak jest? Czy to otaczający świat nas do tego zmusza. Czy może my sami chcemy tak żyć?

Mówiąc zupełnie szczerze, ja nie chce nigdy „dorosnąć” jeżeli wiąże się to z utrata tych wszystkich wspaniałych rzeczy, o których wspomniałem. Na razie udaje mi się zachować w sobie choć cząstkę dziecka i chciałbym żeby tak zostało. Nie wszyscy musza mnie traktować poważnie, nie chce tez dopasowywać się i przestrzegać  wszystkich zasad „dorosłego życia”.

Fajnie że mam okazję przynajmniej raz w roku spędzić trochę czasu wśród, jak ja to nazywam dzieciaków. Czasami zastanawiam się nawet, kto  komu jest bardziej potrzebny. Ja im? żeby przekazać im wiedzę i doświadczenie. Czy oni mi? żebym nie wpadł w wir dorosłości?? 


Naprawdę chciałbym wszystkim podziękować za te bardzo fajne 2 tygodnie… wszystkim z osobna. I tym, którzy mnie słuchali i starali się czegoś ode mnie nauczyć. I tym, którzy traktowali mnie jak kumpla. Moim wielbicielkom, które cały czas z lekkim dystansem mówiły do mnie ” Panie Sebo”. I tym, z którymi tak naprawdę nie miałem za wiele okazji porozmawiać, czy trochę potrenować. Nie mogę zapomnieć też o całej kadrze trenerów i wychowawców,  którzy patrzyli  na mnie trochę z przymrużeniem oka, jak jednego ze swoich wychowanków. No i oczywiście Jasiowi, który organizuje cały obóz i daje mi szanse pracy z dzieciakami.


to tyle… dobrej nocy… i pamiętajcie… każdy z nas ma w sobie trochę dziecka, tylko ważne żeby o tym nie zapominać na co dzień.

Published inBez kategorii

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *