Skip to content

Co z tą dietą…

Obiecałem pewnej osobie, że w niedalekiej przyszłości napiszę jakiś „krótki tekścik” dotyczący diety. Z racji tego, że udało mi się uciec od zimy i mam trochę czasu dla siebie, postanowiłem wrócić do tego, jakże dla mnie ważnego tematu, a mianowicie co jeść, kiedy jeść i z czym jeść.

Można powiedzieć, że w tej dziedzinie powoli staję się specjalistą i bardzo chętnie opisze swoje spostrzeżenia na ten temat.

Na wstępie podkreślę, że osobiście uważam, iż dobra dieta jest kluczem do sukcesu. Nie tylko tak jak w moim przypadku pomaga w uzyskiwaniu lepszych wyników sportowych ale także może pomóc nam lepiej funkcjonować w szkole czy w pracy. Dostarczając odpowiednie produkty naszemu organizmowi możemy poprawić pracę naszego mózgu, pracę mięśni, pracę organów wewnętrznych, wyregulować układ hormonalny czy  też po prostu zmienić swoją wagę w górę lub w dół. Nie można też zapomnieć, że dobra dieta również uratuje nas przed chorobami, zmiennym nastrojem i złym samopoczuciem.

Jak widzicie sami, opłaca się dobrze jeść bez względu na to czy jesteśmy sportowcami czy nie. Każdy przecież zasługuje na dobre i długie życie…

Uwierzcie, że zawsze zastanawia mnie dlaczego ludzie nie chcą żyć po prostu lepiej. Czy naprawdę chwila „rozkoszy” podczas jedzenia ulubionego batonika, czy też zwykłe przyzwyczajenie lub jak to ludzie nazywają tradycją jedzenia chipsów i paluszków przed telewizorem jest więcej warta niż nasze zdrowie?? Zastanówcie się nad tym chwilę…

Dobra tylko od czego zacząć ? Skąd człowiek ma wiedzieć co jest dobre, a co złe dla jego organizmu? Czy istnieje jedna cudowna dieta dla wszystkich?

Odpowiadam: Oczywiście, że NIE

Żeby nie wymyślać czegoś z kosmosu bo każdy powie, że w teorii fajnie ale w praktyce się tak nie da zrobić/żyć. Chce wam przedstawić parę typów modeli diety, mniej lub bardziej skutecznych.

Na starcie zaznaczam, że gdy będziemy chcieli zmienić nawyki żywieniowe, to nigdy nie uda nam się tego zrobić „bezboleśnie”. Trzeba poznać swój organizm i dowiedzieć się z czego składają się poszczególne potrawy, oraz z czego składają się konkretne produkty. Oczywiście jeśli nie macie na to czasu i chcecie iść na łatwiznę, to można wybrać się do najbliższego dietetyka, który rozpisze wam dietę. Tylko zastanówcie się kto was zna lepiej? Dietetyk, który przeprowadzi z wami 2 godzinny wywiad czy Wy sami?

Aha rzecz niby oczywista ale jednak chyba musze to tu napisać. Słodycze, słodkie napoje i produkty mocno przetworzone nie mają prawa bytu. W zasadzie nie mają one nic wspólnego z jedzeniem ale jakimś cudem korporacje były w stanie wmówić nam coś innego. Nieważne… nie ma przymusu jedzenia tego „syfu” więc warto z tego skorzystać i nie zaśmiecać swojego  organizmu dobrowolnie.

Żeby przedstawić wam różne sposoby świadomego odżywania się, przedstawię parę przykładów/osób z kręgu moich znajomych, którzy jakoś sobie radzą z tą całą karuzelą konsumpcyjną.

  1. Nazwijmy go Panem M.

Pan M.  stosuję metodę matematyczną. Liczy każdą małą  kalorię zjedzoną w ciągu dnia. Wie dokładnie co zawierają wszystkie produkty w jego lodówce, więc anemia mu nie straszna, nawet przy poziomie 1500kcal na dzień. Efekt? W zasadzie rewelacyjny. Potrafi schudnąć do granic możliwość i, nie ma też problemu z nabieraniem masy. Moim zdaniem metoda skuteczna tylko trochę kłopotliwa. Dlaczego? Po pierwsze trzeba znać matematykę i tabele kaloryczne oraz wagę wszystkich produktów,  które jemy. Po drugie trzeba określić własne zapotrzebowanie na energię  w ciągu całego dnia. A po trzecie często zdarza się sytuacja gdzie wykorzystamy limit kalorii a ciągle czujemy głód, co może być sytuacją dość problematyczną – „Zjeść czy nie zjeść oto jest pytanie…”. Tutaj także możemy zastosować stare kolarskie powiedzenie: „jesteś głodny? napij się wody”

  1. Drugi to Pan P.

Tutaj mamy do czynienia z głębszą filozofią jedzenia. Nie lubi on jeść tych samych produktów codziennie, nie chce też liczyć kalorii. Uważa proces jedzenie za swoistą przyjemność. No a przecież jedzenie suchego makaronu to nie przyjemność. Jego wiedza na temat produktów jest dość dobra, aczkolwiek czasami niewystarczająca  do uzyskanie wymarzonej sylwetki. Ten osobnik stawia na zwiększenie czasu na treningach niż na zmniejszenie lub zubożenie wspaniale pachnących, wyglądających i oczywiście smakujących mieszanek zdrowych produktów. Jakie zalety, jakie wady?? Wadą jest to, że przy braku czasu na trening fizyczny nasza waga niestety idzie w górę.  Zaletą na pewno może być tylko i wyłącznie przyjemność z każdego posiłku oraz zmienność smaku w zależności od upodobania. Trochę trudniej tutaj stwierdzić czy w ciągu dnia dostarczyliśmy wszystkich składników mineralnych i witamin. Ale co tam… dopóki włosy nie wypadają wszystko jest ok… heh

  1. Kolejna będzie Pani A

Kobiety zawsze twierdzą, że u nich dieta to coś trudniejszego niż u mężczyzn. Hormony szaleją i jak nie zjedzą przysłowiowej tabliczki czekolady to stanie się coś strasznego. Nie wiem, nie jestem kobietą więc nie będę tutaj podważał tego „faktu” może faktycznie tak jest…

Wracając do naszej Pani A., jak to mówi mój kumpel Kuba – chuda jak listwa. Ale oczywiście zawsze mówi, że przytyła i musi schudnąć. W tym celu stosuje detoksy, małe głodóweczki, jakieś super postanowienia w stylu: nie jem „tego”, nie jem po 18 itp. Oczywiście nie liczy kalorii, nie bierze pod uwagę tego ile energii na dziś potrzebuje. Czy lepsze byłyby dzisiaj węglowodany czy może tłuszcze. Nieistotne. Odżywia się „zdrowo” to chyba wystarczy. Jak ma ochotę na zdrową owsiankę to ją je, a jak ma ochotę na bezglutenową pizzę to też przecież jej to nie zaszkodzi. Żyje w przekonaniu, że i tak je lepiej niż wszyscy. Myślę, że to częsty przypadek. A Co o tym sądzę…? Hmm, po pierwsze kobiet nigdy nie zrozumiem… heh, po drugie od zdrowego jedzenia również można przytyć. Po trzecie uważam, że przy umiejętnie dobranej diecie można troszkę podregulować układ hormonalny, ilość wody(celulitu), oraz zmienne nastroje. Ale powiedzmy, że ten przypadek jest do przyjęcia. Fajnie jakby większość chociaż tyle zrobiła dla swojego zdrowia.

  1. Czwarty przypadek to jestem JA we własnej osobie.

Pan Samozwańczy. Kto mnie chociaż trochę zna, zapewne uważa, że to co robię w temacie mojej diety, to nie jest normalne. Teksty: „nie jem takich rzeczy” czy „nie łączę” są już znane dla moich przyjaciół. Fakt, że moje podejście do tematu jest tak samo profesjonalne jak podejście do treningu, chyba nie może nikogo dziwić. Nie ma wymówek, nie ma tłumaczeń, nie ma wyjątków. Święta, wesele czy urodziny przyjaciela nie jest powodem, abym nie trzymał się swoich założeń żywieniowych. Lekkie wykluczenie społeczne wcale mi nie przeszkadza. Każdy ma swoje –jedno- życie i nie obchodzi mnie to co sobie  ktoś pomyśli, bo nie zjadłem jego wspaniałego dania. Wiem, że niektórzy myślą, że taki cyrk tylko odstawiam jak jestem w towarzystwie a w domu to zagryzam golonkę chipsami. Ok., przyznaje się, tak faktycznie jest… heh. A tak naprawdę taka dieta w tym świecie jest bardzo ciężka do utrzymania. Jednym słowem ciągła walka.  Mam jednak nadzieje, że kiedyś mój organizm mi się odwdzięczy, za to wszystko co dla niego robię. Już nie raz wracałem z imprezy głodny, ze sklepu bez zakupów i w restauracji zamówiłem tylko wodę.

A o co chodzi z tymi moimi zasadami. Przyznaje, że cały czas się uczę i zmieniam pewne rzeczy w mojej diecie, ale na dzień dzisiejszy wygląda to tak: Dieta rozdzielna – co oznacza , że nie łączę ze sobą pewnych produktów np. skrobi nie łączę z białkiem, a białka z cukrem itd. Podpowiem, że kombinacji dobrych jest niewiele, a tych złych całe mnóstwo. Bardzo często jem po prostu każdy produkt osobno i wtedy mam pewność, że jego trawienie potrwa krótką chwilę a organizm będzie potrafił wyciągnąć z danego produktu wszystkie składniki odżywcze. Podświadomie również liczę kalorie. Jeśli zapytacie mnie na koniec dnia ile zjadłem kcal, odpowiem wam bez problemu. Dostosowuję posiłki do konkretnych zajęć: odpoczynek, trening lekki, trening ciężki. Wszystko ma tu znaczenie. Oczywiście jak już pewnie wiecie, żeby stosować taką metodę trzeba znać swój organizm dość dobrze. Muszę wiedzieć kiedy potrzebuję paliwa tłuszczowego, a kiedy szybkiego cukru.

Co mogę jeszcze napisać??

Nie stresuję organizmu. Posiłki jem regularnie, codziennie o tych samych porach, co pozwala mi na wyrzucenie z organizmu zbędnej tkanki tłuszczowej. Podstawą mojej diety są owoce i warzywa(niestety głownie ze sklepowej półki, ale to może też uda mi się zmienić). Piję tylko wodę, stosuje też parę suplementów, oczywiście w 100% naturalnych. W zasadzie o mojej diecie mógłbym napisać książkę ale nikt by pewnie tego nie przeczytał. Także tutaj powoli kończę mój „krótki tekścik” na temat diety.

Myślę, że jeśli ktoś naprawdę chce coś zmienić w swoim życiu to napewno znajdzie swój osobisty sposób na osiągnięcie konkretnego rezultatu.

Tylko pamiętajcie!!

Jedzcie tak, aby sprawiało wam to przyjemność i żebyście mieli dobre samopoczucie, abyście byli zdrowi. A co najważniejsze:  gdy  staniecie przed lustrem(bez ubrania) to na waszej twarzy pojawi się uśmiech. I tego właśnie życzę wszystkim, którzy podjęli nierówną walkę z przemysłem żywieniowym.

Pozdrawiam wszystkich trochę zmarzniętych, ze słonecznej Hiszpanii.

Published inBez kategorii

One Comment

  1. Ojciec Jeżyna Ojciec Jeżyna

    Nie wspomniałes, ze w pelni zbilansowanej diecie musi byc tez odrobina alkoholu 🙂 to sekret dlugiwuecznosci nuczym antyoksydanty z arbuza 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *