Skip to content

Zawodowi amatorzy…

Ostatni czas ze względu na kontuzje spędziłem w roli obserwatora. I kolejny raz stwierdzam, że świat sportu amatorskiego, którego poniekąd jestem częścią jest bardzooo dziwny. Nie chce tutaj oceniać czy to co się dzieje w sporcie amatorskim jest dobre czy złe. Już dawno zaniechałem misji zbawienia świata. Chciałbym tylko opisać swoje spostrzeżenia, żeby za jakiś czas móc do tego wrócić i uświadomić sobie żeby nie iść w tą samą stronę co większość.

Zacznijmy od tego, że przez ostatnie 3 tygodnie byłem na 3 dużych imprezach sportowych, oczywiście amatorskich: SilesiamanTriathlon w Katowicach, GreatTriathlon w Kościanie i Festiwal Biegowy w Krynicy. Co ja tam robiłem? można ogólnie rzecz, że pracowałem, pomagałem albo po prostu obserwowałem moje naturalne środowisko z innej perspektywy. I musze wam powiedzieć, że dopiero z tej perspektywy zauważyłem pewne dziwne rzeczy, które chciałbym tutaj opisać.

A zatem:

Spostrzeżenie nr 1.

Ilość osób startujących jest coraz większa i organizatorzy coraz poważniej podchodzą do sprawy, co jest wg. mnie dobrym prognostykiem na przyszłość. Jedynym problemem może być to, że za ilością nie idą wyniki sportowe, czasy na zawodach są podobne do tych uzyskanych rok temu, a czasami nawet gorsze. Ale w sumie to sport amatorski więc nikt nie chce być mistrzem świata i traktuje to zabawowo… yyy i tu:

Spostrzeżenie nr 2.

Chyba tylko ja tam myślę, że w sporcie amatorskim najważniejsza jest dobra zabawa. Ludzie którzy startują w tych zawodach robią to śmiertelnie poważnie, widomo, że nie wszyscy ale na pewno większość. Po czym to stwierdzam? Po stresie i napięciu przed oraz po skończonym wyścigu. Radości na mecie poza pierwsza 3 to ciężko uświadczyć… rozwijając temat: na starcie raczej spina, więcej obserwacji przeciwnika i własnego zegarka niż uśmiechów związanym z fajną zabawą. Po ukończonym wyścigu nerwowe obserwacje danych z pulsometru i pytania o listę wyników czy tym razem udało się stanąć na podium w jednej ze stu klasyfikacji czy też nie… już nie wspomnę o pretensjach do organizatora: czemu na każdym zakręcie nie było wolontariusza i tablicy metr na metr z informacja gdzie ma biec i czemu nikt mu nie liczy okrążeni bo są aż dwa do zrobienia. Oczywiście „gość” nie zdążył zapoznać się z trasa, która jest opublikowana na intrenecie poł roku wcześniej, ale zapłacił to przecież nie musi myśleć. Jak wiecie jestem w „sztabie” organizacyjnym Silesiaman Triathlon i pytania przed startem typu: „czy jak pada deszcz to można zrezygnować i dostać zwrot startowego” lub „czy dzisiaj jedziemy z lemondką czy bez…” to raczej standard. No ale co zrobić tak było, jest i chyba będzie, na szczęście takich pytań coraz mniej.

Spostrzeżenie nr 3.

Wygląd na zawodach. Kiedyś grałem w piłkę i w szatni krążyło powiedzenie: „co nie dograsz to powyglądasz…” w piłce się to nie zmieniało przynajmniej w polskiej lidze… ale niestety ta sama teoria przeniosła się do sportów wytrzymałościowych. Naprawdę na starcie ciężko ocenić kto jest amatorem, a kto zawodowcem. Oczywiście mowie tu tylko o wyglądzie, na szczęście szybka weryfikacja jest na mecie, chodź niektórzy myślą, że są tak dobrzy jak wyglądają, tylko dzisiaj po prostu mieli gorszy dzień… problem ze sprzętem za 30tys albo problemy żołądkowe po żelach, których używają na każdym treningu. No cóż zdarza się… nie wiem dlaczego mi się to nie zdarza, no ale jak mówią moje koleżanki: „ty jesteś jakiś dziwny…”

Spostrzeżenie 4.

Zauważyłem „fajną” różnice miedzy triathlonista a biegaczem. Dopiero teraz to zauważyłem, a myślałem że to dość podobne grupy sportowców. Można by prosto to opisać takim równaniem: triathlon = kasa , biegi = bieda. A już wyjaśniam dlaczego. Zauważyłem takie dwa systemy działania w tych dwóch różnych grupach: triathlon – super sprzęt: ładna pianka, ładny rower, zegarki, i inne gadżety, trenerzy i zawansowane palny treningowe, dietetycy, fizjoterapeuci itd. Oczywiście to wszystko trzeba mieć przed tym jak człowiek zaczął cokolwiek robić. Natomiast biegi to zupełnie odwrotna sprawa – treningi bez kontroli, najlepiej w dużych ilościach, sprzęt byle był, brak diety, i wizyta u fizjo w momencie kiedy już nie możemy ruszyć noga, chodź to też czasami nie jest podstawą do wizyty u specjalisty.

Nie wiem czy macie podobne spostrzeżenia ale niestety tak jest i myślę, że ani jedno, ani drugie podejście do sprawy nie jest dobre dla zdrowia. Zdrowie leży gdzieś pośrodku….

Martwi mnie tylko to, że całe te amatorstwo prowadzi u niektórych do naprawdę ciężkich kontuzji, problemów z układem sercowym i niestety nie pomaga w rozładowaniu stresu życia codziennego, a wręcz go wzmaga.

Zauważyliście, że amatorzy zawsze coą muszą… muszą trenować, muszą jechać na zawody, muszą to, muszą tamto. Szkoda ąe rzadko mówią, że w końcu muszą się wyspać i porządnie odpocząć. Tego nie usłyszałem od nikogo w czasie tych 3 tygodni.

Czasami mi się zdarzy, że ktoś mnie zapyta skąd ja mam tyle wolnego czasu i czemu tak dużo odpoczywam i czemu zawsze śpię albo jem jak do mnie dzwonią. Bo ja właśnie inaczej niż inni muszę odpoczywać i dobrze jeść, a wszystko inne tylko mogę. Oczywiście jak tak odpowiadam to mi nigdy nie wierzą, myślą że jestem już na pewno po bardzo ciężkim treningu tyko im mówię że nic nie robię żeby nie czuli się gorsi. To wiecie tak jak było zawsze w szkole przed sprawdzianem: pytasz się kumpla czy coś umie, a on, że no coś ty, nic się nie uczyłem i co dostał 5 a TY 1. Tak to mniej więcej działa. Ale zastanówcie się kiedy czujecie się najlepiej  i kiedy macie najlepsze wyniki. Nie tak przypadkiem po chorobie, gdzie tydzień „odpoczywaliście” w łóżku lub po kontuzji gdzie lekarz wam zabronił trenować przez co najmniej 2 tygodnie, a wy o dziwno go posłuchaliście.

Taki własne dziwny jest ten sport amatorski. Ja to zawsze nazywam zawodowym amatorstwem, czyli trening zawodowca, ale tylko ten ciężki bo tych lekkich nie trzeba robić, jak nie ma się czasu, a życie codzienne amatora… jak sami widzicie jest to trochę mały kontraścik.

W tym tekście oczywiście generalizuje, każdy jest inny i wcale nie musi się wpasować w to co napisałem. Ale czy na pewno? Zastanówcie się czy to nie czasem tekst o was i co by można zmienić, żeby czuć się lepiej. I w końcu mieć radość z treningu i co ważniejsze radość ze startów, bez względu na wynik.

Może czasami warto wyjść na trening bez planu, bez pulsometru i zrobić coś na co macie ochotę w danej chwili. Może warto wyjść na rower/spacer z żoną czy znajomymi (nie sportowcami). Naprawdę taki rodzaj „treningu” jest naprawdę fajny, uwierzcie mi. A jak mi nie wierzycie to chociaż raz spróbujcie.

A jeśli pytacie czy stracicie formę po tygodniu lub dwóch bez treningu? To ja odpowiadam że nie! Zresztą dzisiaj wybieram się na badania wydolnościowe po 9 tygodniach bez poważnego treningu. I mogę się założyć, że niewiele straciłem ze swojej formy z lipca. Ale żeby wam to potwierdzić, wyniki opublikuje na swoim profilu gdzieś tam.

I jaki morał płynie z tych moich przemyśleń?

Nie bójcie się. Jeden czy dwa tygodnie bez treningu nie zrujnuje waszej kariery sportowej!! A jest szansa, że poprawi się wasze samopoczucie i co ważniejsze wasze wyniki.

 

Published inBez kategorii

3 komentarze

  1. Sebastian Sebastian

    Widzisz w Niemczech spotkałem się z tym ze kokarze nie lubia sie z Triathlonistami

  2. Marta Marta

    Trafne spostrzeżenia. Tak jest niestety. Niektórzy mi mówili, że czemu się biorę za starty w triathlonie, jak z całego sprzętu mam tylko buty do biegania. A jednak dało się pożyczyć i cieszyć startem 🙂
    W Sławie pomagałam w biurze zawodów i tam mnie uderzyły pretensje o godziny otwarcia biura zawodów. Wszystkie informacje podane wcześniej, ale trzeba się kłócić, byle postawić na swoim. Ale tacy ludzie są chyba wszędzie, w każdej dyscyplinie sportu czy w każdym zawodzie.

  3. Sebastian Sebastian

    heh no tak, buty warto mieć swoje w triathlonie, ja bym może jeszcze dodał okularki do pływania – to na prawdę na początek wystarczy – ale całą resztę, tak jak piszesz można załatwić, jeśli się bardzo chce 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *